Mój almanach poetycki

 

Zimowy poranek

 

Na skraju lasu brzozy oszronione,

Jak panny młode w welonie skostniałym

Wyczekujące... w bytowaniu trwałym,

W czystości bieli niczym nie skażone.

 

W zeszklonych pędach promienie poranka

Iskrzą się blado wśród zmarłej natury.

Strąca szadź białą na karłów sektory

Skrzekliwa sroka - brzozowa kochanka.

 

Jak szarak skryty w posrebrzonej trawie,

Zgłodniały w sercu i niepewny jutra,

Czekam na chwilę spełnienia się w słowie.

 

Tylko gdy zziębły w swym locie ad satra

                               Sięgnę wysoko i poranię siebie...

                               Wiele kochana zależy do Ciebie.

 

 

Wieczorne nadzieje

 

Krótki dzień jeszcze i Ceres uśpiony,

Jeszcze brzemienne śniegiem suną chmury,

Gdy zwiastun zmiany w przestworzach z przekory

Ogłasza trelem natury zwycięstwa.

 

Biały przebiśnieg w zaroślach umiera,

Kruchej przylaszczce miejsca ustępuje.

Wiatr pracowity Głośno pogwizduje

I śnieżną kołdrę z pól i gajów zdziera.

 

Tęskny czas nastał, czas oczekiwana,

W serca skostniałe sączący nadzieję,

Że łzy pokoleń ciepły wiatr owieje.

 

Może przedwiośnie szczęściem sie wyłania

I nowe dzieje zakwitną radośnie?

A może tylko zakwitną żałośnie?