Mój almanach poetycki

FIGOWIEC I CIERNIOWA JAGODA                 

 

Rozmawiał figowiec z jagodą cierniową

ile pożytku z nich mają ludzie i zwierzęta,

które owoce jeść mogą

a które nie mogą.

Figowiec chwalił z góry

że jego owoce

są mięsiste i miodowego smaku,

dobre na niemoc człowieczą

i nie gardzą nimi też zwierzęta

szukając ich miłego zapachu.

 

Cierniowa jagoda płożąc się po ziemi

twierdziła że figowiec pozwala pochopnie

karmić się owocami swymi.

Smak i zapach to tylko zachęta

na którą się łapią

ludzie i zwierzęta.

Lepiej otoczyć się cierniami i kolcami

i być dla ludzi i zwierząt

cierpkimi jagodami.

 

Spór ten usłyszał Rabbi wędrowny

z Galilei który usiadł pod figowcem

i zerwał słodką figę

bo był bardzo głodny.

„Owocem z tego drzewa-

rzekł Rabbi

jestem nakarmiony

i jest błogosławione,

twoje zaś ciernie i cierpkie

jagody nie służą nikomu

i będą w ogień wrzucone.

 

 

KRÓLEWSKIE JAWORY

 

Jechał sobie syn Piastowy

poprzez Przemszę od Dąbrowy,       

jego woje srebrem lśnili

wśród tych borów na tej ziemi.

 

A ci woje to Krakusy,

a to srebro z naszej ziemi,

a ten pan to syn Piastowy,

jego bory i jawory.

                                             

Nagle świta przystanęła

bowiem jacyś śmiałki, drwale,

jego puszczę wyrębują

toporami w puste pole.

                                            

A cóż wy to wycinacie

pyta wielce zadziwiony

książę Kazimierz Piastowy,

moje bory w pół połacie?

                                               

My są tylko robotnicy

króla pana wyrobnicy,

wycinamy tu jawory

dla galeny - Piastów sławy.

                                             

Aby Piasty rosły w siłę,

aby żyć tu było milej,

aby woje zbroję miały,

aby dzwony pięknie brzmiały.

                                             

Od takiego zapytania

Piastowego księcia pana,

Jaworzno się zawiązało

gdy mu jawory ścinano.

 

                        

MIŁOŚĆ W JELEŃSKICH  DZBANACH 

 

Cicho szumią drzewa nad rzeką w oddali,

szepcą o miłości w dzbanach zamykanych.

Nad Przemszą w Jeleniu gdzie prąd rzeki wartki

garncarze lepili swe gliniane garnki.

                                                                   

Cicho płynie woda w Przemszy przy przystani,

wspomina o ludziach co tutaj mieszkali.

Szepce o garncarzach co garnki lepili,

w piecach wypalali i w miłości żyli.

                                                               

Garncarz dzban formował z gliny by ożyła,

potem dał garncarce by go wypaliła.

Nad Przemszą Jeleńską przez wieki dymiły,

piece tych garncarzy co dzbany robili.

                                                              

Jechali na jarmark tratwą zawsze w czwartki,

flisak ich przewoził w nurcie rzeki wartkiej.

W Krakowie na targu dzbany sprzedawali,

biedni i bogaci dzbany kupowali.

                                                              

Kiedy się napili z Jeleńskiego dzbanka,

co garncarz ożywił, wypaliła garncarka,

pałali radością do siebie wzajemną,

dzielili się szczęściem i miłością wierną.

                             

 

„BOSOKI”

 

Nie pytajcie uczonych co piszczy pod miedzą,

pytajcie się takich którzy cicho siedzą.

W wieku 21-ym w  czasach kosmicznych,

posłuchajmy historii Niedzielisk w skrótach błyskawicznych:

 

Na ziemi z łupków kamiennych

usianych tarniną i jałowcami,

pomiędzy  Szczakową a Gigantu wałami,

żył lud wierny i cichy „bosokami „  nazwany.

 

Lud był to poczciwy lecz biedny,

siał jęczmień, żyto i proso, a wiosną, latem i jesienią

na mszę do Jaworzna chodzili zawsze boso.

 

Gdy wychodzili na mszę w niedzielę

buty przewieszali zawsze na ramiona,

wkładali buty na nogi wtedy,

gdy ujrzeli już z wału wieży kościoła znamiona.

 

Gdy przeszli z  Niedzielisk przez łąki i polne dróżki,

usiedli na kamieniu i myli nogi za wałem przy strumieniu.

Po mszy wychodzili i by im się buty nie skurzyły,

zdejmowali za wałem z powrotem

i chowali w domu, by znowu służyły.

 

Uczciwi i wierni ludzie z Niedzielisk

co kiedyś siali jęczmień, żyto i proso,

wymodlili swój kościół przy ulicy Wiejskiej,

bo w przeszłości na mszę do Jaworzna

pielgrzymowali zawsze boso.

                    

 

STACJA NIEDZIELISKA

 

Lipcową nocą cykady

zaciekle walczą z turkotem pociągu

już stukot pierwszego mostu

pod kołami !

już z oddali słychać rechot żab

na Dębinie

szum wiatru w konarach brzóz

ostry szum sitowia w stawie

trzeba szybko wyrzucać tobołki

przez okno wagonu

przed stacją w wysokie trawy

za wał kolei

na stacji mogą stać żandarmi

w czarnych mundurach

już jest rok 1944.